W ODLEGŁYCH czasach nie tylko szlaki handlowe znaczyły ziemię, na której zamieszkiwali ludzie. Podobnie jak handel pozwalający wymieniać twory własnej pracy na inne towary, tak samo porozumiewanie na odległość i przekazywanie informacji stało się szybko niezbędnym warunkiem istnienia zorganizowanej społeczności.
Polska od początku istnienia państwowości i w tej dziedzinie nie pozostawała w tyle za krajami zachodnioeuropejskimi. Władcy polscy mieli do przewożenia korespondencji posłańców, zwanych komornikami którzy po drodze korzystali z wozów i koni dostarczanych przez miejscową ludność. Dzięki temu przekazywanie informacji i rozkazów królewskich odbywało się szybko. Już król Bolesław Chrobry polecił, aby wszystkie miasta i grody dawały podwody dla potrzeb komunikacji państwowej. W miarę rozwoju organizacji państwowej i tworzenia nowych urzędów potrzeby używania podwód rosły. Nic więc dziwnego, że obowiązek ten stał się uciążliwy dla ludności, a niekiedy nawet rujnujący, jeśli się zważy, iż z podwód, poza komornikami, miał prawo korzystać sam władca oraz członkowie jego dworu, jeśli wybrali się w podróż. Cierpiały na tym zwłaszcza miejscowości położone przy głównych traktach.
Na dodatek drogi były przeważnie w bardzo złym stanie, wyboiste i nienależycie utrzymane, w okresie roztopów wiosennych i jesiennych były niezwykle trudne do przebycia. Płynęły więc do króla liczne skargi, a miasta ubiegały się o przywilej zwalniający od obowiązku podwód. Spraw została jednak uregulowana dopiero w wieku XVI za Zygmunta Augusta, który na sejmie warszawskim w roku 1564 wydał uniwersał wprowadzający stały podatek podwodowy, obciążający wszelkie osiedla stanowiące własność królewską.
Przez Lubelszczyznę przebiegał od dawna trakt handlowy z Rusi, prowadził on przez Bełz, Hrubieszów, Krasnystaw, Lublin, Kazimierz, Zwoleń do Radomia i dalej do Wielkopolski i Małopolski. Czytamy o, nim w przywileju Kazimierza Jagiellończyka z roku 1450, zatwierdzającym przywilej Władysława Jagiełły, jako o starej i zwykłej drodze. Korzystali z niego liczni kupcy jadący z towarami z Rusi, a także posłańcy królewscy. Gdy król jechał z królową na Litwę, Lublin był obowiązany dać 12 czterokonnych wozów do Parczewa lub Łukowa. Tyle samo wozów należało dać królowi do Krasnegostawu w drodze na Ruś. lub też do Urzędowa, jeśli podróżował w Sandomierskie albo do Wielkopolski. Gdy król jechał sam, miasto dawało mu tylko 6 podwód. Pomimo tak szczegółowego rozporządzenia, z Lublina nadal płynęły skargi mieszczan na wymuszanie od nich świadczeń. Kolejne zarządzenie wydał więc Zygmunt III, nakazując w roku 1593, by urząd miejski lubelski nie dawał podwód i dawać zakazał wszystkim, który listu podwodowego z podpisem i pieczątką koronną nie mają.
W tym czasie już działa w Polsce poczta założona w roku 1558 przez Włocha Prospera Prowanę. Jej zadaniem był przewóz na trasie Kraków — Wiedeń — Wenecja korespondencji królewskiej oraz bagażu i osób, a więc miała ona charakter publiczny. Za następnych dyrektorów poczta zaczęła działać również na trasie z Krakowa do Wilna. Poczta owa, zwana litewską, omijała jednak województwo lubelskie, które jeszcze przez długie lata musiało się posługiwać posłańcami i podwodami. Podobnie jak w całej Polsce, najczęściej wysyłano z listami posłańców pieszych. Tylko gdy w grę wchodził pośpiech, z przesyłką jechał umyślny na koniu.
Podejmowano więc starania o rozpowszechnienie działalności poczty publicznej na obszarze całego kraju. Postanowienia w tej sprawie powziął w roku 1620 sejm, stwierdzając, że dotychczasowy system podwód w połączeniach między miastami, jako mało praktyczny i uciążliwy dla ludności musi być zniesiony, a w jego miejsce mają być wprowadzone regularne połączenia pocztowe co tydzień. Ustalono, że należy przyspieszyć przekazywanie wiadomości z miast pogranicznych, ważne ze względu na liczne wojny prowadzone przez Rzeczpospolitą. |