TNN.PL              O nas    Leksykon "Pamięć Miejsca"    Przeczytaj! - Patrz! - Posłuchaj!    Przewodnik    Kontakt   
TNN.PL > Pamięć Miejsca > Biblioteka Wirtualna
Łobodowski Józef

Wspomnienia lubelskie

Źródło "Kresy", nr 8 
Data Wydania 1991 

"Wspomnienia..." autora "O czerwonej krwi" nawiązują do wczesnego okresu życia artysty; Łobodowski pisze o swoich losach po ukończeniu szkoły powszechnej w roku 1924 do momentu wyjścia z więzienia w 1934 r.

do wykazu tekstów

Gdy żegnałem się z matką 28 sierpnia, zapytała mnie, czy dojdzie do wojny. Odpowiedziałem, że na to się zanosi. „Przeżyłam trzy wojny — odpowiedziała — następnej już nie przeżyję”. Przeżyła i umarła przeszło trzydzieści lat po jej zakończeniu. Dochowała się prawnuków. Wiedząc, że o moim powrocie długo nie będzie mowy, a może nawet nigdy za życia nie powrócę, chciałem pójść do kraju nielegalnie, jeszcze podczas wojny i po niej. Zawsze coś stawało na przeszkodzie. Może to i lepiej, bo gdybym wpadł, czy to w ręce gestapo, czy bezpieki, zapewne już bym nie żył. Zatrułbym jej ostatnie lata życia. A tak umarła wiedząc, że żyję, jestem w bezpiecznym miejscu, nic mi nie grozi, mam się nieźle finansowo. Wtedy istotnie tak było, później się pogorszyło. Czy kiedykolwiek mogłem się domyślać, że jako stary, dojrzały pisarz będę zarabiał znacznie mniej niż za szczeniackich lat?! Prosiłem znajomych w Madrycie, aby mnie po śmierci spalili w krematorium i prochy posłali do Lublina. Chcę, by zostały pochowane u stóp mojej matki na lubelskim cmentarzu. I nie jest to żadna sentymentalna fanaberia...

Ustalił się taki zwyczaj, że każda szkoła lubelska — a były cztery gimnazja męskie i aż osiem pensji żeńskich, nie licząc gimnazjum żydowskiego, które było koedukacyjne, szkoły ogrodniczej i dwóch seminariów — musiała przynajmniej raz w roku wystąpić z przedstawieniem teatralnym. Od obowiązku tego były zwolnione jedynie urszulanki i kanoniczki. Zazwyczaj chodziło o program mieszany. Występy chóru, deklamacje, gra na fortepianie, jakaś jednoaktówka, na przykład nieśmiertelne Kalosze Fredry (tego młodszego). Zajmowała się tym klasa siódma, bo ośmioklasiści mieli myśleć wyłącznie o maturze. Gdy doszedłem do siódmej klasy i zostałem mianowany przez kolegów „dyrektorem” szkolnego teatru, postanowiłem dokonać rewolucji i sięgnąć do wielkiego repertuaru. Na początek wybrałem Cyrano de Bergerac Edmonda Rostanda.

Na siebie wziąłem główną rolę, Roksaną była arciszanka Zosia Grassówna, jej mężem, który w czwartym akcie poległ w bitwie pod Arras, przystojny Czesław Stefański, niezły malarz, podczas wojny jeniec niemiecki, zmarły później stosunkowo młodo w Niemczech Zachodnich. Lublin sztubacki przyjął wiadomość, że wystawiamy Rostanda, z niedowierzaniem: „Na co oni się porywają!” Ale poszło wszystko jak z płatka. Dowiedziawszy się z prasy, że Teatr Polski w Poznaniu wystawił właśnie Cyrana, poprosiłem księdza Gostyńskiego o trzy dni urlopu i pojechałem do Poznania, aby się przyjrzeć przedstawieniu. Gostyński — zamęczony później przez Niemców w Dachau — przychylił się do mojej prośby, wielce dumny, że w jego gimnazjum dzieją się takie rzeczy. Gdy w dwadzieścia kilka lat po premierze byłem po raz pierwszy w Londynie, zatelefonowano do mnie a i kobiecy głos się przedstawił: „Tu siostra Klara". W pierwszej chwili nie mogłem się połapać, o co chodzi. Rzecz w tym, że w ostatnim, piątym akcie sztuki, w klasztorze, gdzie zamknęła się gorzka wdowa, Roksana, występują trzy zakonnice: przeorysza i siostry Klara i Marta. Klarę grała w lubelskim szkolnym teatrze Zosia Liliensternówna i to właśnie ona odezwała się w londyńskim telefonie. Spotkałem się z nią i opowiedziała mi swoje dzieje. Wywieziona w roku 1940 na Sybir, dostała się po uwolnieniu na mocy osławionej „amnestii” do Anglii, topiła się po storpedowaniu okrętu, którym płynęła, i uratowana wyszła za mąż za wysokiego oficera angielskiego lotnictwa. Podobno już owdowiała. W Londynie mieszkała także — zapewne mieszka po dziś dzień — przeorysza z tegoż piątego aktu, Marysia Górnicka, najpiękniejsza w Lublinie panna z lat mojej młodości.

A później wystawiliśmy Mazepę Słowackiego i Damy i huzary Fredry. Skutek był natychmiastowy. Wszystkie gimnazja poszły za naszym przykładem i zaczęły wystawiać sztuki z wielkiego repertuaru. Więc arciszanki — Odprawę posłów greckich, unitki — Skąpca Moliera (zaproszony przez panny, grałem Harpagona), gimnazjum Staszica — Warszawiankę, „Szkoła Lubelska” — Pana Jowialskiego. Teatralny Lublin dał z czasem dobrego zawodowego aktora, Józefa Małgorzewskiego, który grał także w niektórych filmach, na przykład w Młodym lesie. Szkoda, że w historii szkoły imienia hetmana Jana Zamoyskiego, wydanej w kraju przed kilku laty, nie ma o naszej działalności teatralnej najmniejszej wzmianki. Za to znalazło się sporo miejsca na omówienie miesięcznika literackiego ,,W słońce”, którego byłem pierwszym redaktorem.

Jak wspomniałem, inicjatorem był nasz polonista, Paweł Gdula, wiedząc, że w starszych klasach jest — prócz mnie — sporo piszących. Był jeszcze Stefan Kunowski, popularnie zwany „Kundysem”, który przeszedł do nas z Handlówki Vettera. Nie wiem, co się z nim działo podczas wojny. Po wojnie i ukończeniu uniwersytetu został profesorem filozofii na KUL; wierszy już wtedy nie pisał. Informowano mnie ostatnio, że nie żyje. Inny zdolny chłopak, Sokołowski, zginął jeszcze w siódmej klasie, po zderzeniu się na rowerze z taksówką na Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Z moich kolegów szkolnych żyje, zdaje się, tylko czterech: malarze i graficy Jan Samuel Miklaszewski w Warszawie i Witold Cho-micz w Krakowie. Dwaj pozostali znajdują się na Zachodzie. W jesieni 1977 roku, będąc w Kanadzie, spotkałem Janka Podkowę, chłopskiego syna ze wsi podlubelskiej. Reszta wyginęła podczas wojny lub umarła. O niektórych dowiedziałem się różnych rzeczy przypadkowo. Na przykład o Henryku Dondze, dobrym karykaturzyście i niezłym rzeźbiarzu. Wypuszczony z sowieckiego łagru umarł zaraz po wyjściu na wolność. Nie zdążył nawet zjeść kromki chleba, o którą prosił. Umarł ze skrajnego wycieńczenia.
 


do wykazu tekstów

szukaj ksi±żki/artykułu/autora 
 

 

Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione
1997 - ; Wszystkie prawa zastrzeżone; Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN, ul Grodzka 21, 20-112 Lublin

powered by prot hosting serwery

Wspłpraca: